sobota, 20 maja 2017

Gazety i panterka na paznokciach? Czemu nie!

Witajcie! Jak wiecie mój blog nie jest z gatunku modowo-kosmetycznego, ale nie mogłam się powstrzymać przed napisaniem tego posta. Na mojej stronie na Facebooku możecie znaleźć album z paznokciami mojego autorstwa. Nie są one może idealnie wykonane, ale wiele osób pytało mnie o kilka z nich, jak je zrobić i dzisiaj postaram Wam się to przybliżyć. W końcu jestem kobietą i jak każda kobieta uwielbiam kosmetyki oraz piękne paznokcie. Zaczynajmy!

1. GAZETY

Gazety na paznokciach? No pewnie! Wyglądają pięknie, a wykonanie jest banalnie proste. Wystarczy tylko kilka prostych kroków, by uzyskać delikatny, ale bardzo ciekawy manicure. Po pierwsze:
  •  Gazetę tniemy na niewielkie kawałki - muszą to być kawałki na tyle duże, żeby pokryły całą płytkę paznokcia. Pamiętajcie też, że musi to być gazeta na delikatnym papierze, coś typu Wyborcza albo Fakt. Kolorowe czasopisma się nie nadają!
  •  Malujemy paznokcie ulubioną odżywką - ten punkt oczywiście można pominąć, zależy to od Was, ja osobiście nie wyobrażam sobie malowania paznokci bez wcześniejszego nałożenia odżywki.
  •  Nakładamy dwie warstwy jasnego lakieru - jeśli zależy Wam na "naturalnych" gazetach polecam wybranie białego albo beżowego lakieru, ale zawsze możecie zaszaleć i użyć miętowego lub jakiegoś ładnego pastelka.
  • Pocięte kawałki gazety maczamy w alkoholu - za pomocą pęsety namoczcie gazetę w alkoholu, ja do tej czynności użyłam wódki.
  • Namoczone kawałki przyłóżcie do paznokcia i lekko dociśnijcie - ale nie za mocno, ponieważ wtedy papier przyklei Wam się do płytki.
  • Na koniec pokryjcie całość warstwą bezbarwnego lakieru albo ulubionego top coat'u.
 

2. PANTERKA

Panterka jest to już odważniejsza opcja dla osób cierpliwych, lubiących wyzwania. Idealna na jakieś imprezy. Prawdę mówiąc, im bardziej krzywy wzór, tym realniej on wygląda. Zaczynajmy:
  • Malujemy paznokcie ulubioną odżywką.
  • Malujemy paznokieć kolorem bazowym - może być to każdy dowolny kolor tak naprawdę, zależy od Was czy wolicie jak najbardziej realną panterkę czy zaszalejecie z kolorami.
  • Innym kolorem robimy niewielkie kropeczki/plamki na paznokciu - postarajcie się, żeby plamki nie były zbyt idealne, oczyśćcie pędzelek z nadmiaru lakieru i zróbcie parę fantazyjnych kleksów.
  • Sondą albo wykałaczką obrysujcie plamki z dwóch stron - ale ich nie łączcie! Do tego najlepiej nadaje się czarny lakier, bez względu na to jakie kolory wybraliście wcześniej. Puste przestrzenie wypełnijcie malutkimi kropeczkami, ale nie róbcie tego zbyt dużo i zbyt gęsto.
  • Całość pokryjcie bezbarwnym lakierem lub top coat'em.


  Voilà! 

Mam nadzieję, że post Wam się podobał i moje rady przydadzą się Wam. Napiszcie czy spróbujecie odtworzyć podane przeze mnie propozycje zdobień. Może niedługo znowu pojawi się paznokciowy post... Lecę jeździć na rowerze. A Wy jak spędzacie wolny czas? Jesteście aktywni? Życzę udanego i słonecznego weekendu! 💜


    wtorek, 9 maja 2017

    Motionless In White - Graveyard Shift - recenzja.

    Jak dawno mnie tu nie było, matury robią swoje, ale mini recenzja płyty zawsze spoko.

    Hej! Nie wiem czy wiecie, ale 5 maja miał premierę czwarty, studyjny album Motionless In White - Graveyard Shift. Płytę zapowiadał jako pierwszy singiel "570", który swoim brzmieniem bardzo przypomina pierwszy album zespołu, Creatures. W późniejszym czasie mogliśmy jeszcze przedpremierowo posłuchać numerów takich jak "LOUD (Fuck It)""Eternally Yours" oraz "Rats". Ogólnie rzecz biorąc krążek bardzo mi się podoba, ponieważ nie wszystkie zawarte na nim piosenki to takie typowe "walenie w gary". Mamy tu parę spokojniejszych pod tym względem utworów (aczkolwiek nadal są to numery z pazurem) i to właśnie one są moimi faworytami na tym albumie. Szczególnie utwór "Untouchable" przypadł mi do gustu. Jest on dla mnie swego rodzaju kontynuacją piosenki "Unstoppable" z poprzedniej płyty chłopaków - Reincarnate. Dodatkowo wokalista Chris Motionless, dużo więcej partii śpiewa, niż "drze mordę", co dla mnie jest ogromnym plusem. W epickim numerze "Necessary Evil" (który również jest jednym z moich ulubionych) gościnnie swego głosu użyczył wokalista zespołu KoRn - Jonathan Davis. Na koniec dodam, że utwór "Voices" według mnie idealnie nadaje się na koncerty, myślę, że świetnie porwałby publikę do zabawy, ale to tylko moje osobiste przemyślenia. Ogólnie album oceniam na mocne 8/10. Coraz bardziej kocham Motionless In White za melodyczność i ład w ich kompozycjach, których brakowało mi na wyżej wspomnianym albumie Creatures. Chłopaki, zmierzacie w dobrym kierunku, tak trzymać! Serdecznie zachęcam do zapoznania się z tym albumem, można go przesłuchać w całości na oficjalnym kanale zespołu na YouTube - playlista


    wtorek, 11 kwietnia 2017

    Christie Golden - DUROTAN - recenzja.

    W świecie Draenoru silny i niezależny Klan Mroźnego Wilka musi mierzyć się z coraz surowszymi zimami i malejącą populacją raciczników. Kiedy na Grani Mroźnego Ognia pojawia się tajemniczy Gul’dan i roztacza przed Wilkami wizję nowych, wspaniałych terenów łowieckich, wódz klanu, Durotan, staje przed niezwykle trudną decyzją – porzucić terytorium, dumę i tradycje klanu czy poprowadzić swój lud w nieznane?


    "Durotana" dostałam w prezencie, od mojej mamy. Kiedy wróciłam ze szpitala do domu, w moim pokoju ujrzałam to cudo. Ucieszyłam się niezmiernie, książek nigdy dość i od razu się wzięłam za czytanie. Ostrzegam, że nie będzie to taka typowa recenzja, raczej moje osobiste przemyślenia.


    Ogólnie rzecz biorąc, miałam lekkie obawy co do tej powieści, ponieważ teoretycznie temat jest taki sam jak w "Narodzinach Hordy". Dodatkowo obydwie książki są autorstwa Christie Golden. Mimo wszystko, opisane historie są całkowicie odmienne. Z jednej strony fajnie, bo bez sensu gdyby wydali dwie właściwie identyczne książki, z drugiej strony osoba nowa w uniwersum może się lekko pogubić. "Durotan" jest preqelem filmu "Warcraft: Początek" (sam film również doczekał się oficjalnej powieści o tym samym tytule). Jak wiadomo film to swobodna interpretacja reżysera, więc nie jest idealnym odzwierciedleniem gry, wiele osób uważa wręcz, że "Warcraft" Początek" jest bardzo słabą produkcją. Pewnie dlatego właśnie w "Durotanie" jest całkiem inna historia - swobodna interpretacja plus musi pasować do wydarzeń z filmu. 


    Ale koniec moich bezpodstawnych wywodów i domysłów. Skupię się na tym, dlaczego "Durotan" podobał mi się bardziej. Według mnie ta książka jest jakby dojrzalsza od "Narodzin Hordy". Nie jest taka cukierkowa, grzeczna. Gdyby książki były obrazami, "Narodziny Hordy" określiłabym jako kolorowa, wesoła, "Durotan" natomiast byłby w ciemnych barwach, niezwykle poważny. Nie będę nakreślać różnic między lekturami. Opowiedzenie o wydarzeniach w książce też jest dość trudne, ponieważ naprawdę dużo się tam dzieje - mamy wydarzenia od dzieciństwa głównego bohatera, poprzez tragiczne wydarzenia, które dotykają klan Mroźnego Wilka, aż do podróży Hordy na Azeroth.


    Sam język się nie zmienił, dalej mamy do czynienia poetyckimi opisami oraz uosobieniami. Ja uwielbiam krwawe sceny, zarówno w filmach jak i książkach, i w "Durotanie" jest kilka takich momentów, co bardzo mnie uradowało i sposób przedstawienia tych scen w pełni mnie usatysfakcjonował. Język jak zawsze bogaty, mocno realistyczne opisy. Jestem na tak. Historia wciągająca, dużo się dzieje dzięki czemu czytelnik się nie nudzi. 


    Prawdę mówiąc nie wiem co więcej powinnam napisać. Ogólnie rzecz biorąc bardzo pozytywnie oceniam książkę, niezwykle przyjemnie mi się ją czytało. Bardzo lubię takie lektury. Wybaczcie mi tak słaby wpis, nie mam ostatnio weny, a do stworzenia tej pseudo recenzji zbierałam się prawie miesiąc. 


    AUTOR: Christie Golden
    WYDAWNICTWO: Insignis
    ROK WYDANIA: 2016
    NUMER ISBN: 978-83-65315-39-7
    SUGEROWANA CENA: 34,99 zł
    PRZEKŁAD: Dominika Repeczko
    OCENA: 10/10
     
     
     

    sobota, 18 marca 2017

    Christie Golden - NARODZINY HORDY - recenzja.

    Zwę się Thrall.
    Słowo to oznacza "niewolnika" w języku ludzi, a historia, która kryje się za tym imieniem, jest bardzo długa i lepiej zostawić ją na inną okazję.

    Tymi słowami rozpoczyna się powieść autorstwa Christie Golden "Narodziny Hordy". Powód dla którego sięgnęłam po tę lekturę jest oczywisty. Mam wrażenie, że światy Azeroth czy Draenor, znam lepiej od własnego. 
    Historia nakreślona w książce Golden opowiada o wydarzeniach, które miały miejsce na długo przed filmem Warcraft: Początek. Powieść ta jest idealnym startem dla osób, które dopiero zaczęły swoją przygodę z uniwersum stworzonym przez Blizzard'a. Jeśli mam być szczera, to osobiście zaczęłam poznawać cały lore, jakby od tyłu i dopiero teraz tak naprawdę poznałam historię swojej ulubionej Hordy, ale nie tylko jej. Dowiedziałam się naprawdę sporo o różnych innych istotnych postaciach, niektóre fakty mnie mocno zaskoczyły. Już sam prolog tak mnie zaintrygował, że nie mogłam się oderwać od tej lektury. Jeśli jesteś nowy w świecie Warcraft'a, to powinna to być obowiązkowa książka na twojej liście - lepszego startu chyba nie będziesz miał. 

    Historia opowiada o dwóch, dobrze znanym graczom, rasach - draenei i orków.  Mamy tu ukazaną ucieczkę draenei z ich ojczyzny, gdy dwóch ich przywódców przeszło na usługi upadłego tytana - Sargerasa, króla Płonącego Legionu, zrzeszającego wszelkie demony. Ci, którzy odwrócili się od światłości zostali przemienieni w potwory, natomiast ci, którzy pozostali jej wierni z pomocą tajemniczych istot uciekli. Jednak dawni władcy nie zapomnieli o nich, pragnęli ich zniszczyć, ścigali draenei po innych światach. Dopiero w Draenorze znaleźli schronienie, sąsiadując z prymitywną rasą orków. Relacje między nimi były dość neutralne, handlowali ze sobą, nie wdawali się w konflikty, lecz ani jedni, ani drudzy nie pałali do siebie szczególną przyjaźnią. Niestety i tam w końcu odnalazł ich Płonący Legion, który wykorzystał klany orków do wybicia swych dawnych braci. By tego dokonać, demony przemieniły orków w spaczone, pragnące krwi istoty. W książce mamy do czynienia z postaciami proroka Velena, Kil'jaedena, Durotana, Ner'zhula, Gul'dana, Orgrima, Blackhanda, Groma Hellscreama czy nawet Medivha. Graczom te imiona są dobrze znane, nowym osobom powiem, że są to bardzo istotne postacie w uniwersum.

    Co mogę napisać o samej autorce: Christie Golden to wielokrotnie nagradzana autorka powieści science fiction i fantasy. Jest bardzo płodną pisarką, gdyż ma w swoim dorobku już ponad 40 książek! Stworzyła dwanaście powieści wydanych pod szyldem Star Trek. Golden namiętnie gra w World Of Warcraft - napisała dwa scenariusze do komiksów i kilka powieści rozgrywających się w tym uniwersum: Lord of the Clans (Władca klanów), Rise of the Horde, Arthas: Rise of the Lich King, The Shattering: Prelude to Cataclysm, Thrall: Twilight of the Aspects i Jaina Proudmoore: Tides of War (Jaina Proudmoore: Wichry wojny). Golden jest również autorką sagi StarCraft: The Dark Templar Saga, w ramach której ukazały się tytuły: Fistborn, Shadow Hunters oraz Twilight, a także Devils’ Due i Flashpoint. Christie Golden jest także autorką trzech z dziewięciu głównych powieści z serii Star Wars: Fate of the Jedi (Gwiezdne wojny: Przeznaczenie Jedi) we współpracy z Aaronem Allstonem i Troyem Denningiem – Omens (Znaki), Allies (Sprzymierzeńcy) oraz Ascension (Wniebowstąpienie). Jak widać pisarka nie próżnuje, brawa dla niej. 

    Sama książka jest bardzo ciekawie napisana - na początku każdego rozdziału mamy kilka słów od Thralla, syna Durotana i aktualnego przywódcy Hordy, dzięki czemu mamy wrażenie, że cała historia jest opowiadana właśnie przez niego. Według mnie był to świetny pomysł na urozmaicenie powieści, te dodatkowe przemyślenia kogoś, kto nie przeżył tych wszystkich wydarzeń i zna je jedynie z ustnych opowieści, sprawiają, że lektura jest jeszcze ciekawsza. Jak przystało na płodną autorkę, Golden używa w swym dziele bardzo bogatego języka, pięknych, wręcz poetyckich metafor, uosobień czy porównań, a opisy są niezwykle realistyczne. Czasem można się wręcz w nich zatracić, wtedy człowiek ma wrażenie, że sam bierze w nich udział. Treść nie nudzi i widać, że pisarka ma ogromną widzę na poruszony temat. Dawno z taką przyjemnością nie czytałam książki, jest lekka w odbiorze mimo wielu informacji w niej zawartych. Dla mnie jest to istna perełka na półce.

    AUTOR: Christie Golden
    WYDAWNICTWO: Insignis
    ROK WYDANIA: 2017
    NUMER ISBN: 978-83-65315-96-0
    SUGEROWANA CENA: 39,99 zł
    PRZEKŁAD: Dominika Repeczko
    OCENA: 10/10
     
    Ta historia nie opowiada o Hordzie, jaką znacie dzisiaj, związku sprzymierzonych luźno orków, taurenów, porzuconych, trolli i krwawych elfów, ale o samych jej początkach, o pierwszej Hordzie. Jej narodzinom, jak przyjściu na świat każdego niemowlęcia, towarzyszyły ból i krew, a jej pierwszy krzyk oznaczał śmierć dla wrogów...
     
     

    piątek, 10 marca 2017

    FAREWELL... IT'S NEW BEGINNING.


    Time won't wait
    Lead your fate
    Never let go


    Blackout the sun
    Light nowhere
    Tell me you don't need it anymore

    Hold on, don't run
    Forever still yourself go on

    No bitter end

    There's hope for everyone
    'Cause every heart's the same
    To forgive what you have done
    The silent wish for a change
      
    Tymi pięknymi słowami pochodzącymi z utworu "No Bitter End" Tarji Turunen rozpoczynam dzisiejszy post. Będzie on o mnie samej. Dlaczego? W moim życiu zaszło ostatnio wiele zmian, niektóre pozytywne, inne... niekoniecznie. Nie skupię się jednak na użalaniu się nad sobą, wręcz przeciwnie - zamierzam opisać, jak te wszystkie wydarzenia, wpłynęły pozytywnie na mój światopogląd. 

    Wszystko zaczęło się od rozstania z ukochanym. Nie będę opowiadać o przyczynach, które do tego doprowadziły, jednak muszę zaznaczyć, że było mi bardzo ciężko podjąć tą decyzję, nie należała ona do łatwych. Jak na ironię losu, stało się to przed feriami zimowymi, podczas których siedziałam w domu na antybiotykach. Jak się pewnie domyślacie miałam duuużo czasu na myślenie i wspominanie, co niekoniecznie dobrze wpływało na mnie samą. Przestałam się uśmiechać, nie miałam ochoty na rozmowę z nikim, nie chciało mi się grać, czytać czy słuchać muzyki. Nawet sesja zdjęciowa z przyjaciółką pomogła jedynie na chwilę oderwać się od szarej i ponurej rzeczywistości. Byłam jak duch, bez życia. Postanowiłam wtedy zrobić coś dla siebie, by lepiej się poczuć i przeszłam na dietę oraz zaczęłam robić ćwiczenia. Dopóki nie wróciłam do szkoły, wprost katowałam się ćwiczeniami, prawie przy tym nie jedząc. Nie polecam. Kiedy zaczęły się zajęcia, trochę zwolniłam tępo, zaczęłam racjonalniej się odżywiać, ćwiczyłam mniej, ale skuteczniej i nie padałam potem bez sił na łóżko. Moje wysiłki przyniosły efekty - straciłam 5 kg w 4 tygodnie. Teraz zmieniłam trochę swój program treningów, nie trzymam już tak bardzo rygorystycznej diety, ale dalej idę do przodu. Mam cel i zamierzam dążyć do niego wytrwale, nie ważne ile czasu i pracy on pochłonie. 

    Kolejny mój krok do wewnętrznego "odrodzenia" się nie jest, aż taki wielki, ale istotny dla mnie. Jutro czeka mnie wizyta u fryzjera, która całkowicie mnie odmieni. Włosy zostaną ładnie przycięte oraz skrócone, rozjaśnione i pomalowane na całkiem inny kolor, o którym marzę już od dłuższego czasu. Jestem tą zmianą niezwykle podekscytowana, nie mogę się jej doczekać. Będzie ona też dla mnie takim odcięciem się od przeszłości, stanie się nowym początkiem. Kiedy czuję się źle, zmieniam coś w swoim wyglądzie, czasem jest to tylko makijaż, a czasem, tak jak teraz, zmiana swojego ciała. I wierzcie mi, że to pomaga. 

    Jeśli mam być szczera, to z charakteru się nie zmieniłam ani troszkę. Dalej jestem tą samą osobą - żyjącą w swoim świecie marzycielką, lekko zagubioną, lecz miłą, troskliwą i ciepłą dla tych, którzy na to zasługują. To nie tak, że część ludzi uważam za VIP-y, nie. Jeśli ktoś jest dla mnie dobry, to i ja będę dla niego, jeśli jednak ktoś mnie mocno zranił, to niech nie liczy na szybkie przebaczenie i odnowienie relacji, bo to może nigdy nie nastąpić. Są sytuacje, gdzie nie ma miejsca na litość. 

    Najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że mogę liczyć na wsparcie przyjaciół, zarówno tych, którzy są przy mnie od lat, oraz tych, stosunkowo "nowych". Pomagają mi słowem i czynami, a ja staram się jak mogę odwdzięczać się im tym samym. Pragnę też odnowić stare znajomości, które przez związek zaniedbałam. Smutek i żal nadal pozostają w moim sercu, ale staram się o tym nie myśleć i cieszyć się życiem. Staram się znaleźć czas na wszystkie, dawno porzucone zainteresowania, takie jak chociażby czytanie, pisanie oraz granie w Hearthstone'a.. Na blogu również przez miesiąc się nic nowego nie pojawiało, teraz wzięłam sobie za punkt honoru to naprawić. Dodatkowo nieubłaganie zbliża się koniec 4 klasy technikum, potem matura, ogrom obowiązków jest przytłaczający, ale daje z siebie wszystko, bo to jest aktualnie moim priorytetem.

    Jaki cel ma ten post? Sama nie wiem. Może po prostu potrzebowałam się wygadać, a może komuś z Was on pomoże pozbierać się po trudnych chwilach i znajdziecie sposób, by oderwać się od dołowania się? Mi pomogły ćwiczenia, dieta, powrót do hobby oraz przyjaciele. A jaki Wy macie sposób na smutki? Pamiętajcie, że człowiek jest kowalem własnego losu.

    Na koniec wstawiam moje ostatnie selfie, z dzisiaj, w czarnych, długich włosach.  :>

    Widziałam nasze umierające wspomnienia
    Myślałam, że nasze sny nie mają już znaczenia
    Ale one w moim sercu pozostały
    Malując kolory w ciemności
    Żegnaj, wiem, że moja miłość będzie trwała
    Będę czekać dopóki łzy nie znikną
    Żegnaj, wiem, że ta miłość będzie trwała
    Dopóki cisza nie powie "żegnaj"...




    niedziela, 5 marca 2017

    William King - ILLIDAN - recenzja

    NIE JESTEŚ GOTOWY 

    Niedzielne popołudnie, piękna pogoda za oknem - idealny moment na napisanie paru słów oceny o dziele Williama King'a "Illidan". Zapraszam.
    Illidan Stormrage jest jedną z najpotężniejszych istot, jakie kiedykolwiek przemierzały ziemie Azeroth. Pozostaje też z pewnością najmniej rozumianym z wielkich tego świata. Za jego legendą i tajemniczymi poczynaniami kryje się bowiem błyskotliwy umysł, którego plany i machinacje niewielu potrafi pojąć, a jeszcze mniej – im zaufać. Rozpoczyna się panowanie Illidana, dawno przezeń zasłużone, rozpoczyna się walka o sprawiedliwość. Jego rządy przeniosą na zupełnie nowy poziom intrygującą fabułę, oszałamiającą przygodę i heroizm bohaterów World of Warcraft, najlepiej sprzedającej się gry wideo wszech czasów.


    Dawno temu Illidan, nocny elf i czarownik, przeniknął w szeregi Płonącego Legionu, by powstrzymać inwazję demonów na Azeroth. Ale pobratymcy zamiast wychwalać go jako bohatera, nazwali Illidana Zdrajcą, kwestionując jego intencje po tym, jak nabrali podejrzeń, że pomaga władcom demonów.


    Przez dziesięć tysięcy lat gnił w więzieniu, oczerniony i osamotniony, ale nawet na chwilę nie zapomniał o swoim celu. A teraz Legion powrócił i tak naprawdę tylko jeden czempion może stawić czoła demonom. Uwolniony z pęt Illidan szykuje się do ostatecznej konfrontacji w obcym świecie Rubieży, zbierając armię spaczonych orków, wężowych nag, przebiegłych krwawych elfów i przemienionych łowców demonów. Nikt nie zna motywów kierujących jego krokami i tylko on rozumie, jaką cenę przyjdzie mu zapłacić za pokonanie wrogów wszelkiego stworzenia. Jak przed wiekami zostaje zaatakowany przez tych, którzy w jego planach widzą jedynie cyniczną pogoń za potęgą – w tym przez Maiev Shadowsong, która pilnowała go, gdy tkwił w więzieniu. Strażniczka Shadowsong i jej oddział nocnych elfów wyruszyli za Zdrajcą aż na Rubież, chcąc go ukarać, i nie zatrzymają się, póki Illidan nie trafi do więzienia… albo nie spocznie w grobie.

    Tak prezentuje się opis książki, który możemy przeczytać z tyłu okładki. Dlaczego sięgnęłam po tę powieść? Z oczywistych dla mnie powodów - uwielbiam lore Warcrafta i czuję ciągły niedosyt, głód wiedzy. Mimo godzin spędzonych na graniu, historia postaci Illidana Stormrage'a nadal pozostawała tajemnicą dla mnie. Dzięki tej książce dowiedziałam na się na jego temat naprawdę sporo, choć sam początek to po prostu spisane wydarzenia rodem z gier Warcraft III: Reign Of Chaos oraz Warcraft III: The Frozen Throne

    O samym autorze na Wikipedii możemy przeczytać, że jest brytyjskim pisarzem fantasy i science fiction, znanym z cyklów dzieł osadzonych w światach Warhammer, Warhammer 40000, Warcraft. Wieloletni współpracownik Games Workshop przy tworzeniu gier. Dalej jest niewielka wzmianka o jego życiu prywatnym - pobyt w Pradze, gdzie poznał swoją żonę oraz powrót do Szkocji - i spis wszystkich jego dzieł. "Illidan" to jak na razie pierwsza książka Pana King'a osadzona w lore Warcrafta, pisarz do tej pory skupiał się na świecie Warhammera. 

    Akcja powieści rozgrywa się na dobrze znanej graczom World Of Warcraft, Rubieży. Sama historia rozpoczyna się od uwolnienia Illidana przez kapłankę Tyrande Whisperwind, potem mamy pewien przeskok i nagle razem z bohaterem znajdujemy się w Dolinie Cienistego Księżyca (Rubież) podczas oblężenia Czarnej Świątyni. Ciekawe jest to, że pod każdym nowym rozdziałem mamy dopisek, na przykład: "6 lat przed upadkiem, 4 miesiące przed upadkiem, dzień przed upadkiem, upadek". Dzięki temu mamy lepsze spojrzenie na rozciągłość czasową książki. Powieść opisywana jest z punktu widzenia wielu osób, lecz nie w pierwszej osobie. Skupiamy się na dwóch głównych bohaterach - Illidanie i wspomnianej wyżej Maiev Shadowsong - oraz paru innych, troszeczkę mniej znaczących, ale nadal ważnych dla całej akcji. Głównym wątkiem całej powieści jest chęć powstrzymania Płonącego Legionu przez Illidana i jego armię, oraz zemsta Maiev na Zdrajcy. Mimo wielu przeszkód, tych dwoje wytrwale dąży do swych celów.

    Całość oceniam na mocne 8,5/10. Książka jest bardzo dobrze napisana, przyjemnie się ją czyta, jest dużo ciekawych opisów, zawiera bogate słownictwo oraz piękne metafory. Najbardziej podobały mi się jednak  uosobienia, typu "tańczące ostrza". Uwielbiam takie dzieła. Historia niezwykle mocno wciąga, ciężko się od niej oderwać. Gorąco polecam, również osobom, które jeszcze nie miały okazji zapoznać się z tym wspaniałym uniwersum. Aktualnie czytam najnowszą książkę wydawnictwa INSIGNIS, która miała premierę 15 lutego - "Narodziny Hordy", autorstwa Christie Golden. Również polecam, jej recenzja  pojawi się wkrótce.

    AUTOR: William King
    WYDAWNICTWO: Insignis
    ROK WYDANIA: 2016
    NUMER ISBN: 978-83-65315-57-1
    SUGEROWANA CENA: 39,99 zł
    GRAFIKA NA OKŁADCE: Clint Langley
    PROJEKT OKŁADKI: Scott Biel
    PRZEKŁAD: Dominika Repeczko
    OCENA: 8,5/10


    niedziela, 5 lutego 2017

    Keith R.A. DeCandido - Krąg Nienawiści - recenzja

    Witajcie! Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją książki "Krąg Nienawiści" autorstwa Keith R.A. DeCandido. Jest to historia z uniwersum Warcrafta, stworzonego przez Blizzard Entertainment. Cały lore jest naprawdę potężnie rozbudowany, a poznawanie go to czysta przyjemność dla miłośnika fantasy. Ten posta raczej długi nie będzie, postaram się ograniczyć tylko do nakreślenia Wam opisanej w książce historii, własnej oceny i może napiszę parę zdań, by wyjaśnić jak to się zaczęło. Zaczynajmy! 

    Płonący Legion został pokonany i wschodnie rejony Kalimdoru zamieszkują dwa narody - orki z Durotaru pod wodzą szlachetnego Thralla i ludzie z Theramore, którymi rządzi jeden z najpotężniejszych żyjących magów, lady Jaina Proudmoore.  

    Tak przedstawia się opis książki, niewiele on mówi o samej fabule. Fani Warcrafta z pewnością wiedzą czym jest Płonący Legion, Kalimdor, kim jest Thrall oraz Jaina. Na samym początku powiem, że opisana historia dzieje się rok przed grą World Of Warcraft, ale trzy lata po zakończeniu gier Warcraft 3: Reign of Chaos i Warcraft 3: The Frozen Throne. 

    Wszystko zaczęło się od Plagi nieumarłych, która ogarnęła Lordaeron. Nikt nie wiedział czym jest, ani kto ją zesłał. Tajemniczy Prorok, który wie, że dla tych ziem nie ma już ratunku, próbuje przekonać mieszkańców krainy do osiedlenia się w Kalimdorze. Swoje działania tłumaczy pragnieniem naprawienia błędów przeszłości. Najpierw udaje się on do Thralla, wspomnianego wodza orków. Dość szybko udaje mu się go przekonać do wyjazdu, ponieważ ork, będąc szamanem/wróżbitą, również wyczuł zbliżające się zagrożenie. Trochę trudniej było Prorokowi przekonać ludzkich przywódców. Władca Lordaeronu, król Terenas Menethil II, nawet nie chciał słuchać o wyjeździe, podobnie było z arcymagiem Antonidasem z Dalaranu oraz synem króla Terenasa, Arthasem.. Dopiero kiedy Plaga na dobre pochłonęła ziemie Lordaeronu, a książe Arthas Menethil dopuścił się potwornej rzezi na mieszkańcach i wyruszył do Northrend, Prorok ukazał się Jainie. Czarodziejka posłuchała jego rady, zebrała swych ludzi i popłynęła do Kalimdoru. Tam z początku ludzie i roki walczyli ze sobą, jednak Prorok, którym okazał się być potężny Strażnik Medivh, poinstruował ich, że jeśli chcą pokonać Legion, muszą się zjednoczyć. Potem, po wielu starciach, do Jainy i Thralla dołączyły Nocne Elfy oraz Taureni, rasy zamieszkujące Kalimdor. Wspólnie udało im się pokonać Płonący Legion, jednakże nie na długo. 

    W książce "Krąg Nienawiści" mamy do czynienia z powrotem pewnej starej organizacji. Zdrajcy, którzy pragnęli zniszczyć sojusz między ludźmi i orkami, znaleźli się po obydwu stronach konfliktu. Okazało się, że maczał w tym palce pomniejszy demon Zmodlor. W trakcie śledztwa, Jaina spotyka zamieszkującą Kalimdor matkę Medivha, Magnę Aegwynn. Czarodziejce udaje się przekonać była Strażniczkę do połączenia sił. Wspólnie wyruszają, by znaleźć Zmodlora i pokonać go. Udaje im się, a sojusz między ludźmi i orkami zostaje uratowany. 

    Myślę, że zdradziłam Wam o fabule więcej niż powinnam. Jak oceniam książkę? Jest miła w odbiorze, napisana dość prostym jak dla mnie językiem. Nie jest również jakoś bardzo porywająca, zawarte w niej zdarzenia nie mają większego wpływu na historie zawarte w grach, lecz myślę, że dla fana uniwersum Warcrafta będzie dość ciekawą lekturą. Grając w World Of Warcraft przyjemnie zwiedza się opisane w książce miejsca. Jest to krótka lektura, taka "na raz". 

    Już niedługo na blogu pojawi się więcej recenzji książek dotyczących lore Warcrafta, a na razie się z Wami żegnam. Miłej niedzieli ;) 


    czwartek, 26 stycznia 2017

    Z PAMIĘTNIKA MOLA KSIĄŻKOWEGO

    Hej, hej, hej! Moje ferie zbliżają się nieubłaganie szybko ku końcowi, więc mam coraz mniej czasu na blogowanie. Dzisiaj przychodzę do Was z postem, który będzie w pewnym sensie recenzją. Jako, że jestem niezłym książkoholikiem taki wpis wcześniej czy później musiał się tu pojawić. Pragnę Wam przedstawić parę naprawdę świetnych pozycji do czytania, lecz jednocześnie kilka skrytykować, opowiem również jak na przełomie okresu dorastania, zmieniał się mój gust. Należy wspomnieć, że jeśli chodzi o książki i muzykę, to jestem strasznie wybredna. Żeby było łatwiej podzielę post na trzy części: szkołę podstawową, gimnazjum oraz technikum. Zaczynajmy przedstawienie!

    1. SZKOŁA PODSTAWOWA

    Pamiętam, że w tamtym okresie nie rwałam się raczej do czytania. W drugiej klasie nasza wychowawczyni kazała założyć nam zeszyty, tzw: czytelniczki, gdzie były trzy kolumny - data, czas poświęcony na czytanie oraz podpis rodzica. Początki były ciężkie, również dlatego, że nie miałam w domu za bardzo książek, które jako dziecko mogłam czytać. Miałam elementarz oraz książeczki do nauki liczenia, ale ile można czytać to samo? W pewnym momencie czytałam nawet bajkę o chorym kotku, który leżał w łóżeczku. Jak się domyślacie, moje wyniki na tle klasy były bardzo słabe. Nie pamiętam jak to się stało, że mama zaproponowała mi kupienie nowej serii o Harrym Potterze. Wiem, że miałam troszkę kieszonkowego odłożone, resztę mi dołożyli rodzice i dziadkowie. Prawdę mówiąc, zgodziłam się, nie będąc do końca świadomą na co się godzę. Niedługo potem listonosz przyniósł mi do domu całą sagę i nagle zaczęło się wielkie czytanie. Po powrocie ze szkoły od razu brałam Harry'ego i siadałam wygodnie gdzieś w kąciku. Już parę dni później dołączyli do mnie rodzice. We trójkę wieczorami czytaliśmy nawet po kilka godzin. 

    Jakoś w klasach 4-6 zainteresowałam się "Nowymi przygodami Mikołajka", autorstwa René Goscinnego oraz Jean-Jacques'a Sempégo (ilustracje). Nieźle bawiły mnie pomysły głównego bohatera i jego kolegów. Szybko przebrnęłam przed dwa tomy, następne na celowniku były "Nieznane przygody Mikołajka". A wszystko dlatego, że w szkolnej bibliotece trafiłam na dużo straszą książeczkę o Mikołajku. Po tej krótkiej przerwie wróciłam do Pottera i dokończyłam sagę. Czemu zrobiłam przerwę? Przez filmy. Mimo wszystko z czystym sumieniem stwierdzam, że książki są DUŻO LEPSZE i polecam przeczytać je każdemu, kto choć trochę interesuje się chłopcem, który przeżył. Tutaj już chyba nie mam nic więcej do powiedzenie. Okres podstawówki pamiętam jak przez mgłę, więc chyba na tym zakończę. 


    2. GIMNAZJUM 

    W gimnazjum dość mocno się zmienił mój gust. Był to czas fascynacji wampirami, wilkołakami oraz czarownicami. Zaczęło się od "Pamiętników Wampirów" autorstwa L.J.Smith. Pierwszy tom dosłownie pochłonęłam. Spodobał się on nie tylko mi, razem ze mną czytywała "Pamiętniki" moja ciocia. Obydwie zachwycałyśmy się Eleną oraz braćmi Salvatore. Ale chwila - dlaczego główna bohaterka została uśmiercona już w pierwszym tomie?! I właśnie tu się wszystko zaczęło psuć. Druga część opowiadała o cudownym zmartwychwstaniu Eleny, jej magicznych skrzydłach mocy oraz polowaniu na lisiego demona z dziewięcioma ogonami, który w dodatku miał siostrę. Te skrzydła mocy były tak bardzo naciągane i z deka żałosne, ale przebrnęłyśmy z ciocią przez drugi tom. W trzecim to już normalnie autorka stworzyła jakieś sci-fi: bohaterowie przenieśli się do alternatywnego wymiaru. Magic! Już nie pamiętam co tam robili, w jaki celu, ale ja czytałam tom trzeci i czwarty i nie ogarniałam co czytam. Strasznie to było pogmatwane. Mimo że seria ma około 10 tomów (chyba), to ja kupować skończyłam już przy czwartym. Czy polecam? Średnio. A co z serialem? Oglądałam do połowy drugiej serii, ale od koleżanki wiem, że nie jest w ogóle nagrywany na podstawie książek. To dwie różne bajki. 

    Po nieszczęsnych wypocinach pani Smith, wzięłam się za "Wampiry z Morganville" autorstwa Rachel Caine. Saga ma 11 tomów, ale wierzcie mi - warto czytać. Książki nie nudzą, główni bohaterowie wiecznie mają ręce pełne roboty, a ich przeciwnicy są naprawdę świetnie wykreowani. Ale zaraz, zaraz... O czym opowiada seria? Claire Danvers idzie na studia do Morganville. Niestety, w akademiku jest prześladowana przez tutejszą królową - Monicę Morrell. Claire postanawia wynająć sobie coś w mieście. Tak oto trafia do domu Michaela Glassa, gdzie oprócz właściciela poznaje jego przyjaciół - Eve Rosser oraz Shane'a Collinsa. I właśnie od tej chwili zaczynają się dziać dziwne rzeczy, ale nie będę o nich pisać. Sami przeczytajcie. Naprawdę gorąco polecam. :)

    "Kroniki Rodu Drake'ów" to również jedna z moich ulubionych wampirycznych serii, autorstwa Alyxandry Harvey. 
      
    "Solange Drake jest pierwszą dziewczyną, która przyszła na świat w rodzinie wampirów. Od zawsze wiedziała, że jej przeznaczeniem jest zostać królową wszystkich wampirzych plemion. A to oznacza, że ze wszystkich stron grozi jej niebezpieczeństwo - od wampirów-zalotników pragnących pojąć ją za żonę, po łowców nagród, których zamiarem jest zgładzić Solange i całą jej rodzinę. Kiedy zostaje uprowadzona, jej starszy brat Nicholas i najlepsza przyjaciółka Lucy wyruszają jej na ratunek." 

    Solange ma aż siedmiu braci! Lucy żartobliwie mówi o nich "królewna Śnieżka i siedmiu głąbów". Jest najmłodsza z całego rodzeństwa. Ogólnie rzecz biorąc, cała seria opowiada jej przemianę w wampira (jeśli się nie mylę to do 16 roku życia była człowiekiem, podobnie jak jej bracia i dopiero potem przechodzi przemianę w wampira), czyhające na nią zagrożenia oraz niezwykłe, dziwne "rzeczy", które się z nią dzieją, albowiem Solange po przemianie wyrósł jej, na przykład, drugi rząd kłów.  Dodatkowo w każdym tomie mamy miłosną opowieść - w pierwszym tomie przedstawiony jest romans pomiędzy Nicholasem oraz Lucy, w drugim tomie jest przybliżona strefa sercowa Logana i tak dalej, od najmłodszego brata do najstarszego. Bardzo fajnie pomyślane, ponieważ nie mamy ciągle tylko o Solange. Kocham, kocham, kocham i jeszcze raz KOCHAM! Jedyne co mi się nie podoba to to, że ostatni tom serii nie został wydany w wersji papierowej. 

    "Dziewczyny z Hex Hall", autorstwa Rachel Hawkins, opowiada o szesnastoletniej Sophie Mercer, która przez swoją magiczną moc namieszała trochę na studniówce. Została za karę wysłana do poprawczaka dla wiedźm, wampirów i elfów - Hex Hall. Szybko dowiaduje się, że nie dawno doszło tam do morderstwa. I tu się zaczyna historia. Książka fajna, przyjemna w czytaniu, dużo humoru. Nie wiem co jeszcze... Jeśli ktoś lubi lekkie lektury to "Hex Hall" jest dla niego. Wyszedł również drugi tom, "Dziewczyny z Hex Hall - Diable Szkło", który jest dużo ciekawszy od pierwszej części. Polecam serdecznie na przygnębiające wieczory. 

    "Świat Nocy" to trylogia autorki "Pamiętników Wampirów". W tym przypadku jednak nie zawiodłam się. W każdej części przedstawione są historie trzech, niby różnych, bohaterów. Z każdym tomem te historie są coraz ciekawsze, aż w ostatnim wszyscy się nagle spotykają w chwalebnym celu. Ta seria tak strasznie mi się podoba, że czytałam ją już chyba trzykrotnie. Nie potrafię tego opisać, to należy samemu przeczytać. Gorąco polecam! 

    I na koniec zostawiłam kochanego wujka Riordana. Rick Riordan stworzył takie serie jak: "Percy Jackson i bogowie olimpijscy", "Kroniki Rodu Kane", "Olimpijscy Herosi", "Magnus Chase i bogowie Asgardu" oraz "Apollo i boskie próby", lecz tego jeszcze nie czytałam. Co mi się podoba w stylu Riordana? Nawiązanie do mitologii starożytnych. Każda seria oparta jest na innej - Jackson na greckiej, kroniki na egipskiej, Herosi na rzymskiej, Magnus na nordyckiej. Żeby było śmiesznej te wszystkie serie są połączone. Na przykład Annabeth, przyjaciółka i ukochana Percy'ego jest kuzynką Chase'a. I mimo tych samych nazwisk to nie skojarzyłam tego faktu. Jeśli nie lubicie się uczyć mitologii, to te serie są dla Was. Wystarczy, że przeczytałam Jacksona i z mitologii na języku polskim miałam celujący. Teraz moja marzenie się spełniło i Riordan zaczął pisać o mitologii nordyckiej - modlitwy zostały wysłuchane. W sumie, ciekawe czy zainteresowałby się mitologią słowiańską. Polecam pasjonatom mitów i legend starożytnej Grecji, Rzymu czy Egiptu. Dla mnie wujka Riordana nigdy dość. :)


    3. TECHNIKUM

     W szkole średniej powiem szczerze, że poszłam bardziej w kierunku fantasy. Skończyłam z wampirami. Jeśli chodzi o fantasy to przede wszystkim polecam książki Ilony Andrews oraz Petera V. Bretta. Andrews stworzyła razem z mężem takie perełki jak "Seria o Kate Daniels" (kocham, Kate jest najlepszą bohaterką na świecie) oraz "Na Krawędzi" i "Księżyc nad Rubieżą". Brett natomiast napisał sagę "Malowanego Człowieka", w skład której wchodzą po dwa tomy "Malowanego Człowieka", "Pustynnej Włóczni", "Wojny w Blasku Dnia" oraz "Tronu z Czaszek", łącznie daje nam to 8 tomów plus mały dodatek "Wielki Bazar. Złoto Brayana". Jestem w siódmym tomie, więc nie wiem jeszcze jak się to skończy, ale jeśli potrzebujecie pomysłów na rozprawkę na maturę to ta seria jest idealna. Ile ja już razy pisałam o Arlenie, czy Leshy... No, ale ogólnie to seria opowiada o świecie zdominowanym przez demony, zwane Otchłańcami. Ludzie po wielkiej wojnie zapomnieli o ochronnych runach, nie potrafię ich dokładnie rysować przez co demony przedzierają się przez bariery i... Arlen Bales po śmierci matki, którą zabił demon, ucieka od ojca do Wielkich Miast. Szanse na przeżycie w nocy ma zerowe. A jednak udaje mu się. Uczy się sztuki tworzenia runów, zostaje posłańcem, czyli śmiałkiem, który nie lęka się nocy. Następnie podróżuje do Krasji, gdzie w wyniku odkryć, można by rzec archeologicznych, poznaje starożytne runy wojenne oraz odnajduje Włócznię pradawnego wodza Krasji. Niestety, jego przyjaciel Jardir na widok broni, kierowany podszeptami żony Inevery, próbuje zabić Arlena jednakże, kiedy widzi, że to bezskuteczne, nieprzytomnego pozostawia na pastwę demonów na środku pustyni. Długo mogłabym pisać o tym jak Arlen wytatuował swoje ciało w runy, jak stara się przekazać poznaną wiedzę pozostałym ludziom z Zielonych Krain oraz o najeździe i podbojach Krasjan. To po prostu trzeba przeczytać.

    Kate Daniels to najemniczka, jednak jej przygody są tak genialne, że nie będę robić spoilerów. Dam Wam tylko opis, który mam nadzieję zachęci Was do sięgnięcia po tą lekturę. To musi Wam wystarczyć, naprawdę gorąco polecam. :)

    "Technologia przeciw magii. Słowa kontra czary.
    Atlanta przyszłości. Arena walk magii i technologii. Wampirze hordy na usługach Panów Umarłych grasują po mieście.
    Kate Daniels – pyskata dziewczyna, w której żyłach płynie krew i magia – dowiaduje się o śmierci swojego opiekuna. Musi dokonać wyboru – komu zaufać, z kim współpracować. Spojrzeć w oczy Władcy Bestii i dołączyć do Gromady? Wejść w układ z kotołakami i szczurołakami?
    Ofiara woła o pomszczenie, krwawa zagadka o rozwikłanie" 






    Pozostałe książki widoczne na zdjęciu wyżej to pozycje na mojej liście, z którymi zamierzam się dopiero zapoznać. Parę osób w mojej rodzinie je czytało i mówią, że są naprawdę dobre i godne polecenia. Są to: Olga Gromyko "Rok Szczura", L.A.Weatherly "Trylogia anioła" oraz Kathleen Duey "Wskrzeszenie magii". Czytaliście je? Jeśli tak to napiszcie czy warto się z nimi zapoznać. Ode mnie to tyle na dziś. Wiem, że post bardzo długi, ale na temat książek mogę gadać i pisać godzinami. Mam nadzieję, że się on Wam spodobał. Kto wie, może pójdziecie za moją radą i przeczytacie polecone przeze mnie książki. Życzę Wam miłego popołudnia. :) 

    P.S. Jak podoba się nowy wygląd bloga? :)



    The play is done
    The curtain`s down

    All the tales are told
    All the orchids gone
    Lost in my own world
    Now I care for dead gardens

    niedziela, 22 stycznia 2017

    PODSUMOWANIE ROKU 2016



    Niedługo koniec stycznia, a ja nadal nie zrobiłam podsumowania 2016 roku. Oj, co to był za rok… Był to czas niezwykłych spotkań oraz spełniania marzeń... Ale do rzeczy – opiszę w tym poście tylko kilka najważniejszych dla mnie wydarzeń. Zaczynajmy!

    28 czerwca – do mojego domu zawitał Tygrys! Pamiętam jak go przyniosłam, był taką małą, słodką, burą kuleczką. Nie mogłam zostawić go ani na chwilę samego, bo od razu zaczynał płakać. Przez kilka pierwszych nocy, jego piski nie dawały domownikom spać, ale spędzałam z nim naprawdę dużo czasu i szybko się przyzwyczaił do nowego otoczenia. Szybko okazało się, że mój kocurek ma charakterek – jak był młodszy to uwielbiał gryźć palce i drapać. Spędziłam z nim całe wakacje, pilnowałam jak oka w głowie, starałam się zapewnić mu jak najlepsze warunki, bawiłam się z nim w każdej wolnej chwili, czasami nawet całymi dniami. Teraz jest moim ukochanym, kocim dzieckiem i nie wyobrażam sobie mojego życia bez niego.



     

    26 sierpnia – koncert NIGHTWISH! Kiedy przeczytałam wiadomość o tym wydarzeniu, nie wierzyłam w to, że tam pojadę, tym bardziej, że zespół grał na Czad Festiwalu. Ale udało się, kupiłam bilet i w drogę! Prawdę mówiąc cudem dotarłam na ten koncert. Miałam niezbyt przyjemne przygody w trakcie podróży, ale się udało. Zespół dał z siebie wszystko na scenie, set niestety był bardzo krótki, nad czym ubolewam, ale w dalszym ciągu to było magiczne. Stałam przy barierkach prawie 2 godziny czekając, aż show się rozpocznie. Kiedy ich w końcu zobaczyłam to czułam się jak najszczęśliwsza osoba na ziemi. Zagrali moje ukochane utwory, takie jak „Ever Dream” oraz „Ghost Love Score”. Od piątej klasy podstawówki marzyłam o tym! Dodatkowo przed koncertem spotkałam się z cudowną ekipą forum Dream Emporium. Wspaniale było w końcu na żywo zobaczyć tych ludzi, którzy byli mi naprawdę bliscy. Rozmowom, śmiechom i zdjęciom nie było końca. Żałuję tylko, że tak mało czasu mieliśmy.



    5 grudnia – koncert TARJI TURUNEN! Na to wydarzenie również czekałam od podstawówki. Była wokalistka Nightwish już lata temu skradła moje serce swoim kilkuoktawowym sopranem lirycznym. Informacja o koncercie pojawiła się dzień po moich urodzinach, czyli 15 sierpnia. 17 sierpnia bilety weszły do sprzedaży, a 18 sierpnia już miałam swoją wejściówkę. Prawdę mówiąc, kupiłam ten bilet nawet nie mając pewności, że pojadę, ale znowu się udało. W Warszawie byłam już 4 grudnia, trochę pozwiedzałam, a nazajutrz mogłam się wyspać i miałam sporo czasu na przygotowania do tego ważnego dla mnie wydarzenia. Jak wiecie Tarja jest moją wieloletnią idolką i poświęciłam jej dużą część życia. I znów przed koncertem spotkałam się z moją ukochaną, internetową rodzinką. Część osób widziałam po raz drugi, ponieważ byli oni również na koncercie Nightwish, ale resztę widziałam po raz pierwszy i też żałuję, że tak mało czasu im poświęciłam. Show Finki doprowadziło mnie do łez. Szczególnie, że zagrała utwory o których marzyłam, by usłyszeć na żywo – „Lucid Dreamer” oraz „Undertaker”! Skakałam i śpiewałam razem z nią. Magia, po prostu magia!


    Na koniec zostawiłam to co najważniejsze, czyli moją wewnętrzną przemianę. Ubiegły rok sprawił, że zaczęłam wierzyć w samą siebie. Przestałam być szarą, nieśmiałą myszką, teraz znam swoją wartość, stałam się pewniejsza swoich decyzji. Ludzie, których poznałam i z którymi się mocno zaprzyjaźniłam, nauczyli mnie, że warto dążyć do spełniania swoich marzeń i nie powinnam dusić ich w sobie. Dzięki ich wsparciu zaczęłam pisać opowieść, pt: „Malachitowe Ostrze”, które w głębi duszy marzę wydać w formie papierowej. Może się to mi kiedyś uda, nigdy nic nie wiadomo. Dodatkowo myślę nad zrobienie tatuażu  - byłby to cytat z utworu Nightwish „Sleeping Sun”, a brzmi on następująco: „For my dreams I hold my life, For wishes I behold my nights…”.  Nie wiem tylko jeszcze, gdzie bym chciała go umieścić, myślałam nad przedramieniem, ale wtedy w pracy mogłoby być tak, że zmuszona byłabym go zakrywać, a nakładać bluzki z długim rękawem w upał mi się nie uśmiecha. Bardzo chciałabym zrobić ten tatuaż pod obojczykiem, ale zastanawiam się czy wytrzymam ten ból. Tak, czy siak, teraz jestem z pewnością bardziej asertywna, jak coś mi się nie podoba to nie ukrywam tego, przez co czasem może się wydawać, że jestem okrutnie szczera. Mimo wszystko, wolę taką siebie, niż te ciepłe kluchy, którymi byłam niegdyś.Dodatkowo, w tym roku poznałam takie wspaniałe zespoły jak Avatar i Immension. Ten drugi jest mało znany, był supportem Tarji na koncercie w Warszawie i kiedy założyłyśmy z przyjaciółkami stronę Immension Poland to członkowie zespołu bardzo się ucieszyli - dodali nas do znajomych, pisali o nas na swoich profilach na Facebooku oraz Instagramie, a dodatkowo dostajemy niektóre informacje wcześniej, zanim zostaną podane publicznie.

    Czy mam jakieś postanowienia na rok 2017? Oczywiście. Przede wszystkim chcę zdać maturę, ponieważ w tej chwili to jest dla mnie priorytetem. Muszę zadbać o swoją przyszłość, chciałabym pójść na studia. Zamierzam również pójść na dni otwarte do szkoły muzycznej i sprawdzić, czy mam jakieś szanse na egzaminach do tejże szkoły. Od dawna marzę, by nauczyć się śpiewu klasycznego i teraz w końcu uwierzyłam w siebie na tyle, by spróbować. Czasem trzeba zrobić coś dla siebie samego. Dodatkowo zamierzam się wybrać na najbliższy koncert Tarji Turunen w Polsce, oraz, jeśli będą takie, to na koncerty zespołów Rammstein, Avatar, Immension oraz Motionless In White. Pragnę też spotkać raz jeszcze moją wspaniałą ekipę koncertową. I, oczywiście, kupić więcej płyt do swojej muzycznej kolekcji, a także skończyć pisać, po prawie roku, „Malachitowe Ostrze”. Plus, zamierzam wrócić do naturalnego koloru włosów, ponieważ zdałam sobie w końcu sprawę, że czarny nie jest dla mnie, wyglądam jak trup, bo mam potwornie jasną karnację. Dzięki temu będę mogła zmieniać kolor włosów dowolnie, za pomocą szamponów koloryzujących.

    To chyba tyle ode mnie. Ciekawe ilu z Was dotrze do samego końca. Jeśli czytacie to zdanie, to dajcie znać w komentarzach - będzie mi bardzo miło. c: Buziaki ;*